Berlin. Stolica hedonizmu i techno.

Do Berlina wybraliśmy się końcem września z przyjacielem poznać to miasto z zupełnie innej strony niż do tej pory. Miasto, w którym Paul Kalkbrenner rozpoczynał swoją karierę, na stałe kojarzone z legendarnym już filmem Berlin Calling jest stolicą muzyki techno, tolerancji, hedonizmu i wolności. Była to niemała przygoda.

Szybko i tanio w ścisłym centrum

Okazuje się, że wbrew pozorom dotrzeć tu jest nie tylko łatwo, ale i tanio – pod warunkiem oczywiście, że nie wybierzemy samolotu ani pociągu, ponieważ tu ceny zaczynają się od 160 złotych wzwyż. Dosłwonie dzień wcześniej zarezerwowaliśmy przejazd Bla Bla Car’em, a za podróż do ścisłego centrum stolicy Niemiec zapłaciliśmy niespełna 80 złotych za 2 osoby.

Przeglądając serwis Booking.com w poszukiwaniu noclegu na pierwszy rzut oka ceny większości obiektów wydają się stosunkowo duże w odniesieniu do tych, które znamy z Polski lub innych krajów Europy zachodniej, ale tutaj z pomocą przychodża nam tutajesze hostele, które standardem i obsługą niewiele odbiegają odreszty. Tutaj ceny zaczynają się nawet od 20euro za osobę i to w ścisłym centrum miasta, tuż przy Alexander Platz.

Warschauer Strasse

Tę ulicę i to miejsce zna chyba każdy fan indystrialnego techno i trance. Zagłębie budynków i hal przeobrażonych w niesamowity sposób w kluby, w których spędzić spokojnie można cały weekend bez snu.

Ułatwiają to dosłownie skupieni w jednym miejscu, tuż przy samym wejściu dilerzy, którzy w swojej ofercie mają dosłownie wszystko, a szukać ich nawet nie trzeba, ponieważ Ci wręcz sami z siebie prezentują nam swoją ofertę na odcinku od stacji metra, aż do głownej bramy wejściowej.

Przyznać trzeba, że Niemcy faktycznie bardziej roztropnie niż my podcghodzą do kwestii związanych z panującym stanem epidemii, co dla mnie nie do końca jest zrozumiałe, ale faktycznie zapomnieć możemy o wizycie w legendarnym na całym świecie klubie Berghein, a w tyhc, w któych byliśmy niestety taniec jest zabroniony, a gości obsługują zza baru barmani oraz kelnerki przy stolikach. Chociaż zwiedziliśmy mnóstwo miejsc, nigdzie nie doświadczyliśmy klubowej rzeczywistością takiej jaka jest aktualnie na polskich parkietach.

red. Adam Bysiek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *